Lekarze
ratownictwa medycznego w swojej praktyce bardzo często spotykają się z
rodzajami pacjentów, którzy nie wymagają natychmiastowej pomocy lekarskiej,
pomimo to wezwali karetkę. Oczywiście
nie jest to większość wzywających pomocy, bo ta nadal potrzebuje
natychmiastowego ratunku, jednak tacy rzadziej lub częściej zdarzają się.
Odróżnienie tych dwóch stanów wymaga od lekarza poświęcenia uwagi i czasu na
rzetelne zbadanie chorego oraz należyte badania. Praca zespołów wyjazdowych, ze
względu na panujące warunki, pośpiech, częste nerwy często może być
niedokładna, a postawiona „na szybko” diagnoza – mylna. Nietrudno wówczas o błąd lekarski.
Nikt
jednak nie będzie stawiał lekarzom zarzutów że nie rozpoznali choroby, której
diagnoza wymaga specjalistycznych badań, których nie da się zrobić w domu
chorego lub karetce. Proces diagnostyczny następuję później, zaraz po podjęciu
leczenia szpitalnego.
Oto ciekawy przykład. Lekarz Adam B. Miał dyżur w Dziale Pomocy Doraźnej. O 20.00
pewna kobieta wezwała lekarza do swojego sąsiada. Twierdziła że sąsiad ma
uporczywe bóle głowy, kłopoty z oddychaniem, oraz jak to stwierdziła „czymś się
zanieczyścił”. Lek. Adam B. pojawił się na miejscu. Miał duże trudności z
porozumieniem się z osobami będącymi na miejscu, nie miał również dostępu do
dokumentacji medycznej pacjenta. Lekarz wykonał badanie neurologiczne, które
nie dawały żadnych niepokojących objawów.
Stwierdził przypadek schizofrenii paranoidalnej i jak wpisał w karcie –
podejrzenie.
Wizyta trwała 15 minut. Stan chorego jednak nie uległ poprawie po
podaniu leków na uspokojenie. Sąsiadka była nadal zaniepokojona stanem chorego,
dlatego ponownie zadzwoniła na pogotowie. Lekarz wytłumaczył że ma teraz innych
pacjentów i nie może ponownie się
zjawić. Kazał poić chorego łyżeczką, a gdy sąsiadka przypomniała że człowiek
jest nieprzytomny, ten powiedział że jest to działanie leku uspokajającego. W
nocy chory zmarł. Badania patomorfologów wykazały, że chory zmarł na skutek
bardzo wysokiej „ciasnoty wewnątrzczaszkowej”. Zgon był spowodowany długotrwale
trwającym procesem chorobowym, mimo to zespół ds. Etyki lekarskiej uznał
postępowanie lekarza za lekceważące i nieprawidłowe.
Lekarski Sąd Okręgowy
uznał że Adam B. Podczas drugiego wezwania wykazał się brakiem staranności i
zabranie pacjenta do szpitala mogłoby przedłużyć mu życie. Rodzina pacjenta otrzymała zadośćuczynienie od szpitala. Sąd
orzekł w swoim werdykcie, że dokumentacja medyczna była sporządzona
nieczytelnie, oraz że brakowało w niej tak istotnych czynników jak na przykład
odnotowanie ponownego kontaktu sąsiadki pacjenta z lekarzem. Lekarz otrzymał
karę upomnienia i musiał wypłacić rodzinie kwotę w wysokości 10 000zł.
Zapraszam również na zaprzyjaźniony blog: http://naruszenie-praw-pacjenta.waw.pl/
Zapraszam również na zaprzyjaźniony blog: http://naruszenie-praw-pacjenta.waw.pl/


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz