czwartek, 16 października 2014

Błędy w ratownictwie medycznym.


Lekarze ratownictwa medycznego w swojej praktyce bardzo często spotykają się z rodzajami pacjentów, którzy nie wymagają natychmiastowej pomocy lekarskiej, pomimo to wezwali karetkę.  Oczywiście nie jest to większość wzywających pomocy, bo ta nadal potrzebuje natychmiastowego ratunku, jednak tacy rzadziej lub częściej zdarzają się. Odróżnienie tych dwóch stanów wymaga od lekarza poświęcenia uwagi i czasu na rzetelne zbadanie chorego oraz należyte badania. Praca zespołów wyjazdowych, ze względu na panujące warunki, pośpiech, częste nerwy często może być niedokładna, a postawiona „na szybko” diagnoza – mylna. Nietrudno wówczas o błąd lekarski.

Nikt jednak nie będzie stawiał lekarzom zarzutów że nie rozpoznali choroby, której diagnoza wymaga specjalistycznych badań, których nie da się zrobić w domu chorego lub karetce. Proces diagnostyczny następuję później, zaraz po podjęciu leczenia szpitalnego.


Oto ciekawy przykład. Lekarz Adam B.  Miał dyżur w Dziale Pomocy Doraźnej. O 20.00 pewna kobieta wezwała lekarza do swojego sąsiada. Twierdziła że sąsiad ma uporczywe bóle głowy, kłopoty z oddychaniem, oraz jak to stwierdziła „czymś się zanieczyścił”. Lek. Adam B. pojawił się na miejscu. Miał duże trudności z porozumieniem się z osobami będącymi na miejscu, nie miał również dostępu do dokumentacji medycznej pacjenta. Lekarz wykonał badanie neurologiczne, które nie dawały żadnych niepokojących objawów.  Stwierdził przypadek schizofrenii paranoidalnej i jak wpisał w karcie – podejrzenie. 


Wizyta trwała 15 minut. Stan chorego jednak nie uległ poprawie po podaniu leków na uspokojenie. Sąsiadka była nadal zaniepokojona stanem chorego, dlatego ponownie zadzwoniła na pogotowie. Lekarz wytłumaczył że ma teraz innych pacjentów i  nie może ponownie się zjawić. Kazał poić chorego łyżeczką, a gdy sąsiadka przypomniała że człowiek jest nieprzytomny, ten powiedział że jest to działanie leku uspokajającego. W nocy chory zmarł. Badania patomorfologów wykazały, że chory zmarł na skutek bardzo wysokiej „ciasnoty wewnątrzczaszkowej”. Zgon był spowodowany długotrwale trwającym procesem chorobowym, mimo to zespół ds. Etyki lekarskiej uznał postępowanie lekarza za lekceważące i nieprawidłowe. 

Lekarski Sąd Okręgowy uznał że Adam B. Podczas drugiego wezwania wykazał się brakiem staranności i zabranie pacjenta do szpitala mogłoby przedłużyć mu życie.  Rodzina pacjenta otrzymała zadośćuczynienie od szpitala. Sąd orzekł w swoim werdykcie, że dokumentacja medyczna była sporządzona nieczytelnie, oraz że brakowało w niej tak istotnych czynników jak na przykład odnotowanie ponownego kontaktu sąsiadki pacjenta z lekarzem. Lekarz otrzymał karę upomnienia i musiał wypłacić rodzinie kwotę w wysokości  10 000zł. 

Zapraszam również na zaprzyjaźniony blog: http://naruszenie-praw-pacjenta.waw.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz